Ile kosztuje wydanie książki?

W obecnych czasach wydawnictwa współfinansowane mnożą się jak grzyby po deszczu. Wygląda to mniej więcej tak: „Chcesz wydać książkę? Zapłać nam kilkanaście tysięcy złotych, a za sprzedany egzemplarz zgarniesz aż 30% kwoty, którą notabene sam zainwestowałeś”! Drażni mnie to niezmiernie, ponieważ autorzy decydujący się na taką współpracę często nie wiedzą, za co konkretnie płacą i dlaczego to tak dużo. Z drugiej strony są też tacy autorzy, którzy nie mają w skarpecie tych kilkunastu tysięcy i wydaje im się, że nic nie będą w stanie osiągnąć na własną rękę.

To właśnie dlatego postanowiłam napisać ten krótki artykuł. Aby każdy się dowiedział, ile NAPRAWDĘ kosztuje wydanie książki. Co prawda, sama w gruncie rzeczy za nic nie zapłaciłam, natomiast „współpraca” z firmą Kavarito oraz próba otworzenia wydawnictwa dużo mnie w tym względzie nauczyły. Teraz pragnę podzielić się moją wiedzą z wami. Mam nadzieję, że ktoś na tym skorzysta.

  1. Pierwszą rzeczą jest druk książki. To kluczowa sprawa, aby znaleźć drukarnię, która ma dobrą ofertę. Chodzi o to, aby książki były wysokiej jakości, ale również niezbyt drogie. A wierzcie mi, rozrzut jest ogromny – pomiędzy 4 zł za egzemplarz aż do 100 zł za sztukę. A może nawet więcej. „Niejawni” zostali wydrukowani w drukarni Elpil, która ma swoją siedzibę w Siedlcach (http://elpil.com.pl/). Druk trzystu egzemplarzy o wymiarach 145×205 cm, 410 stron, papier offset 80 gram, żadnych ilustracji w środku i kolorowa, miękka okładka kosztuje 8,30 zł za sztukę. Oczywiście to tylko 300 egzemplarzy. Wydawnictwa nawiązują długofalowe relacje z drukarniami, jednorazowe zlecenia opiewają na dużo większą ilość sztuk. Dzięki temu cena za pojedynczy egzemplarz znacząco spada i może wynieść nawet 2-3 zł za sztukę. Ale weźmy te 8,30 zł i 300 egzemplarzy – za druk zapłacimy 2490 zł. Nie tak źle, prawda?
  2. Kolejną sprawą jest okładka. Jak w przypadku druku, tak i tutaj rozrzut może być ogromny. Rysowane lub malowane ilustracje na okładce z pewnością będą droższe niż te, które polegają na zrobieniu i przerobieniu zdjęcia. Tutaj swobodnie możemy przyjąć kwotę 300 zł, którą za zrobienie okładki oferowały (w zasadzie było to do 300 zł) dwie dziewczyny mające doświadczenie w tym zakresie i współpracujące z wydawnictwami oraz tworzące projekty na własną rękę – Alicja Król i Agnieszka Zawadka. Jeżeli chodzi o nowe okładki do moich książek, zrobiłam je sama. A do tej pory nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia z obróbką graficzną zdjęć. Ściągnęłam darmowy program GIMP, obejrzałam kilka tutoriali na youtubie i mi się udało – wyglądają tak jak chcę 🙂 Zachęcam was zatem do samodzielnych prób. A jeżeli nie, jak sami widzicie, okładka nie jest szczególnie kosztowna.
  3. Korekta i redakcja to swego rodzaju zmora. Pisarze dzielą się bowiem na takich, którzy uważają, że nie jest im to w ogóle potrzebne, ale również na takich, którzy mówią, że bez korekty i redakcji nie ma książki. Prawda jak zawsze leży gdzieś po środku. Dobrze jest mieć osobę, która spojrzy na Twój tekst „z zewnątrz”. Ja mam taką osobę w domu. Na Facebooku jest też mnóstwo grup zrzeszających osoby pomagające w wydaniu pierwszej książki – wysyłasz im swój tekst, a oni wytykają Ci błędy. To bardzo ciekawa opcja, tym bardziej, że masz szansę na poznanie ciekawych ludzi z całej Polski, a także jest to swego rodzaju promocja. Druga sprawa to korekta. Jeżeli nie znasz zasad języka polskiego, to będzie konieczność. Jeżeli je znasz, po prostu samodzielnie popraw błędy. Istnieją natomiast ciekawe rozwiązania, które mogą Ci pomóc podczas poprawiania tekstu, np. strona internetowa Ortograf (https://www.ortograf.pl/) wyłapująca naprawdę dużo babolców. I teraz jeszcze opowiem wam krótką historię. Mianowicie, kiedy planowałam otworzyć wydawnictwo, zgłosiła się do mnie dziewczyna z zapytaniem, czy szukam kogoś do „drugiej korekty”, a ja całkowicie zgłupiałam. Okazuje się, że istnieją pojęcia takie jak pierwsza, druga i trzecia korekta, a także pierwsza i druga redakcja. Czy to konieczne? Absolutnie nie. Nie musicie szukać oddzielnych osób, jeżeli zdecydujecie się nawiązać współpracę z profesjonalistą. Znam jednego redaktora, z którym współpraca układała mi się naprawdę przyjemnie. To Krzysztof Grudnik – za przeprowadzenie pierwszej i drugiej korekty oraz za redakcję książki mającej ok. 500 tysięcy znaków zaproponował 3-3,5 tysiąca złotych, a całość prac miała zająć maksymalnie 2 tygodnie. Nie szukałam nikogo innego, nie pytałam też o ceny innych osób, bo jestem raczej negatywnie nastawiona do osób poprawiających teksty, a w tym wypadku byłam zadowolona ze współpracy. Natomiast jestem pewna, że na spokojnie znalazłby się ktoś początkujący, może zaczynający dopiero swoją przygodę z redakcją i korektą, kto zaproponuje niższą stawkę.

Podsumowując moje wywody, za wydanie 300 egzemplarzy książki, które na samodzielną dystrybucję naprawdę wystarczą (przynajmniej na początek) zapłacisz około 6290 zł – przyjmując kwoty, które wymieniłam. Jeżeli znasz zasady języka polskiego i masz u boku osobę, która wytknie Ci błędy redakcyjne, a także samodzielnie przygotujesz okładkę, to koszt ogranicza się w zasadzie do druku… tak jak w moim przypadku. A co lepsze, dostaniesz 100% z każdego egzemplarza (chyba że część zabierze Ci księgarnia). Myślę zatem, że taka opcja jest zdecydowanie bardziej opłacalna niż współpraca z wydawnictwem współfinansowanym.

Recent Comments

Zostaw komentarz