Widzę i słyszę

Chłód przenikał ciało do samych kości. Czułam również ciepło, ale nie było przyjemne, tylko przepełnione lękiem i odrazą. Do tej pory nie mam pewności, co miało oznaczać. Sprawiło jednak, że wpadłam w panikę. Chciałam krzyczeć, uciekać. Ciemność towarzysząca mi od samego początku nabrała jeszcze głębszych, bardziej złowrogich barw. I wtedy… wtedy coś się stało. Nagle niechciane ciepło zniknęło, a wraz z nim rozwiały się wszystkie złe emocje. Przez chwilę czułam się naprawdę wolna. Ciemność zaczęła drgać, jednocześnie wypełniały ją krystaliczne fale. Wibrowały dźwięcznie, a ja czułam bezgraniczną radość. Tak, wolność była na wyciągnięcie ręki…

Niespodziewanie poczułam ból, uniesienie się skończyło. Leżałam na czymś twardym, nie mogłam się ruszyć. Obrzydliwa maź pode mną lepiła się, dookoła unosił się nieprzyjemny, słodki zapach. Nie znałam jeszcze świata, nie potrafiłam zrozumieć, gdzie jestem i co czuję. Teraz wiem, że była to woń fizycznego bólu. Towarzyszyła mi potem przez jakiś czas, ale na szczęście niezbyt długo.

Leżałam tak bez ruchu, nie potrafię powiedzieć, jak długo. Bardzo cierpiałam. Spokojne, krystaliczne fale zamieniły się w ziarniste wybuchy. Nie mogłam się od nich odciąć, trwały więc bez końca. Do mojego cichego, pustego świata wdarł się chaos, a siarczyste dźwięki rozdzierały mnie na strzępy.

Nieoczekiwanie poczułam dotyk czegoś bardzo zimnego i miękkiego zarazem. Chciałam to złapać, sprawdzić, cóż to takiego. Ale gdy tylko próbowałam się poruszyć, ziarniste wybuchy przybierały na sile.

Czas mijał, a pojedyncze drobinki powoli zamieniały się w aksamitny płaszcz kojący ból. Agresywna burza ustępowała miejsca alabastrowej ciszy. Byłam zachwycona. Zrozumiałam, że mój świat nie kończy się na pustce. Dotarło do mnie, że życie jest cenne.

Chłód już nie przeszkadzał. Zaczęłam spadać. Miałam wrażenie, że zostałam obserwatorem. Świat poruszał się w harmonijnym rytmie, tworząc spokojną, bardzo smutną melodię. Czułam się wspaniale.

Kiedy świadomość wróciła, powrócił również chaos. Byłam na skraju szaleństwa. Wszędzie dookoła wybuchał ból, wszystko było wzburzone, ciężkie, groźne. Chciałam uciec, próbowałam przywołać coś znanego, ale moje wysiłki spełzły na niczym. I gdy już myślałam, że nie wytrzymam chwili dłużej, poczułam delikatny podmuch – miał przyjemny, otumaniający zapach. Był gładki i czysty. Zalała mnie fala spokoju, natychmiast się uspokoiłam. Poczułam dotyk, ciepło, czyjeś pieszczoty. Znów zaczęłam spokojnie oddychać, a świat podzielił się na dwie części – szorstką i soczystą. Co jakiś czas doznania mieszały się ze sobą, wirując dookoła w eklektycznym tańcu. Każdy taki wir wzbudzał moją radość – chciałam się śmiać.

Teraz jestem starsza, zmieniłam się, dorosłam. Umiem o wiele więcej niż wtedy. Nie doświadczam już panicznego strachu, mam pełną kontrolę nad moim światem. Mogę widzieć to, co chcę. Mogę też pozwolić malować obrazy mojemu sercu. Ale jestem też świadoma, że istnieje inny świat – niezmienny. Panują na nim twarde, rygorystyczne zasady. Wszystko ma swoje stałe miejsce. Czasami zastanawiam się nad tym, który świat jest prawdziwy, dlaczego są tak różne i czemu nie potrafię widzieć tego drugiego wyraźnie. Pomieszczenie, w którym przebywam, znam doskonale. Widzę kontury rzeczy, których nie potrafię nazwać. Czasami czuję rześki podmuch, zawsze wypełniają go rozmaite zapachy – niektóre znajome, inne całkiem nowe. Każdy wzbudza nieokiełznaną falę emocji i sprawia, że mój świat wciąż się zmienia. 

Otaczają mnie życzliwe istoty pełne miłości, współczucia. Co zabawne, wyglądają tak jak ja. Ale nie potrafię się z nimi porozumieć, najwyraźniej one ze mną też nie. Lubię wyobrażać je sobie jako mgliste smugi, które wciąż pędzą donikąd, nie mając żadnego celu. Wiem, że nie potrafią się cieszyć i że ciągle czegoś im brakuje. Czasami jest mi ich szkoda. Takie niezmienne ograniczone życie musi być naprawdę smutne. Chciałabym wytłumaczyć im, jak wygląda moje miejsce. Powiedzieć, że oni też tak mogą, że muszą tylko tego pragnąć. Ale nie potrafią mnie zrozumieć. To przykre, nigdy nie będę mogła im pomóc.

Okazało się, że istnieją również tacy, jak ja. Mgliste istoty zazwyczaj nas od siebie izolują, nieświadomie pozbawiając nas możliwości rozmowy. Niestety, w ten sposób odbierały mi również moją miłość. Ale nie mam o to żalu. Rozumiem, że chcą jak najlepiej. Zawsze się starają, czasami nawet ponad swoje możliwości. Więc jestem im wdzięczna, bo tak naprawdę tylko dzięki nim mogę istnieć.

Ach, moja miłość. Nie była pierwszą osobą, którą poznałam, ale właśnie to spotkanie wyryło ślad. Tak jakby do mojego domu dostało się coś oderwanego od rzeczywistości. Było kruche i bezsilne, ale dawało nadzieję. Ta obecność sprawiała, że chciało mi się żyć, trwać. Pragnęłam, aby zawsze była przy mnie. Moja rzeczywistość zrobiła się jeszcze jaśniejsza, nabrała więcej kształtów, a także zapachów. Stała się innym miejscem, ale jakby bliższym.

Moją miłość potrafiłam rozpoznać w tłumie. Tacy jak my objawiali się jako chropowate cienie. Ona była inna. Cienka, niemal przezroczysta. Zawsze dużo rozmawiałyśmy, o wszystkim. Ja pokazywałam jej obraz wolności, ona zaś prezentowała niewolę. Ja demonstrowałam odwagę, ona objawiała strach. Ja ukazywałam, co daje mi siłę, a ona obnażała swoje słabości. Razem mogłyśmy odkrywać świat na nowo. Wspólne wędrówki wprowadzały nas w stan uniesienia. Chciałyśmy coraz więcej, miałyśmy nieograniczone możliwości. Mgliste istoty chyba zauważyły, że jest nam razem dobrze, bo zaczęłyśmy się widywać niemal codziennie.

Niestety, pewnego dnia przestałyśmy się spotykać. Ostatnim razem nie potrafiłam jej nawet dostrzec. Szukałam, ale nie widziałam. Podejrzewałam, że moja miłość jest tuż obok. Czułam jej zapach, mogłam ją dotknąć. Ale nie dostrzegałam bladego blasku, który zawsze był nieodłącznym elementem. Miłość po prostu tam leżała, a ja nie mogłam jej odnaleźć. Wciąż szukam, ale mam obawy, że już nigdy się nie spotkamy. Wiem, że to nie jej wina. Mówi mi o tym zapach mglistych istot. To po prostu się stało. Jest mi przykro, że nie mogę z nią dłużej rozmawiać. Mam tylko nadzieję, że pamięta te wszystkie dobre rzeczy, które zdążyłam jej pokazać. Gdziekolwiek teraz jest, chciałabym, żeby o mnie nie zapomniała. 

Zostaw komentarz